TOP
Dzisiaj jest: 18 Maja 2008 roku - imieniny obchodzi: Alicja, Feliks, Eryk
Menu
Strona Główna
Geografia Gminy
Historia Gminy
Galeria Zdjęć
Zabytki
Ciekawostki
Kalendarium
Atrakcje
Demografia
Księga Gości
Kontakt z autorem

...::: Ciekawostki :::...


Szlak Szwejka


Szlak Szwejka"Po długim marszu z Sanoka, który Szwejk umilał sobie śpiewem, paleniem fajki i opowieściami, których słuchaczem był głównie porucznik Lukasz, 11 kompania dotarła do Tyrawy Wołoskiej, którą Haśek nazywa Turową-Wolską. Podporucznik Dub, który doszedł już do przytomności po sanockim jarzębiaku gasi niezwykłe pragnienie tyrawską wodą, którą przynosi mu służący Kunert:

"Ku czci Kunerta trzeba powiedzieć, że bardzo długo szukał po Turowej-Wolskiej i dzbana i wody. Udało mu się wreszcie ukraść księdzu plebanowi dzban, napełnił go wodą z pewnej studni, całkiem zabitej deskami. W tym celu musiał oczywiście wyrwać kilka desek, ponieważ studnia była nimi jako podejrzana, że ma wodę tyfusową. Podporucznik Dub wypił wszakże cały dzban wody bez jakiejkolwiek szkody dla zdrowia, czym potwierdził prawdziwość przysłowia 'Dobry wieprz i na wodzie się upasie.' (J. Haśek - Przygody Dobrego Wojaka Szwejka - tł. P. Hulka-Laskowski). Dalej, jak pisze autor, bohaterowie ruszają drogą "na Mały Polaniec" a następnie wzdłuż potoku na południowy wschód i dalej na Liskowate. Jako pierwsi wyruszają: telefonista Choduński, sierżant rachuby Vaniek, ordynans kompanii Szwejk oraz Baloun, którzy mają przygotować w Liskowatem kwatery i posiłek dla kompani."



Republika Tyrawska


Przed wojną ośrodkiem życia towarzyskiego był dwór. Budynek spalili banderowcy, zostały tylko cztery sterczące wśród zielska kolumny z dawnego portyku oraz niedobitki parku. Ziemia poszła do parcelacji, właściciele salwowali się ucieczką. W parku zbudowano ośrodek zdrowia i Urząd Gminy. Z braku dworskiego mecenatu życie towarzyskie przeniosło się do przydrożnej knajpy, stojącej pośrodku wsi.

Z progu knajpy widać wszystkie ważne obiekty BarTyrawy z kościołem, szkołą, ośrodkiem zdrowia i urzędem na czele. Położenie przybytku jest zatem najlepsze z możliwych. Piszę - jest, jako że z tego, co wiem, funkcjonuje on nadal.O ile tyrawskie chłopy bardzo sobie chwaliły bliskość knajpy, to kobiety, jak to kobiety. Marudziły, narzekały, że prezes GS rozpija im ojców, mężów, synów, że zamiast pracować uciekają pod byle pozorem do restauracji, wytaczają się stamtąd spici jak bele, wpadają pod przejeżdżające samochody. Fakt, w Tyrawie pogrzebów było więcej niż w sąsiednich wsiach i rzeczywiście winna była droga, usytuowana za blisko knajpy. Jakoś nikt nie pomyślał, żeby ją przesunąć. Kobiety z KGW oraz te nie zorganizowane słały listy, petycje do władz, pisały donosy na prezesa, podnosiły taki raban, że słychać było w całym województwie. Naciskany ze wszystkich stron szef gminnej spółdzielni ugiął się i zlikwidował w restauracji alkohol. Od tej chwili knajpa zmieniła się w jadłodajnię. Prezes podjął tę decyzję z ciężkim sercem, wiedział, że lokal zarabia na wódce, bez niej pójdzie z torbami. Męska część mieszkańców Tyrawy i okolicznych wiosek poczuła się oszukana i głęboko zraniona. Po zlikwidowaniu wyszynku gmina przeszła całkowicie na prohibicję. Ani gdzie wypić, ani kupić butelczynę. Pędzenie bimbru ryzykowne, pracochłonne, niewielu się na tym zna. Tyrawa Wołoska została enklawą trzeźwości w polskim morzu alkoholizmu. Wbrew sobie, wprawdzie, ale jednak.

Nie wszyscy ten model życia zaakceptowali. Żeby się napić, trzeba było jednak jechać aż do Sanoka, a to strata całego dnia, lub do Mrzygłodu. Drugie rozwiązanie o wiele lepsze, bo droga polna, milicja nie zatrzyma, koń sam trafi do domu, samochody przez "paryję" nie przejadą. Zmawiali się więc chłopi po paru, siadali na wóz i wyruszali do Mrzygłodu. Po zakończonej libacji wracali, dzięki nieomylnemu końskiemu instynktowi. Jedni załatwiali sprawę w ciągu dnia, inni zabawiali nieco dłużej w zależności od zasobności kieszeni i odporności organizmu. I wtedy kobiety pojęły, że złość im rozum odebrała, że popełniły niewybaczalny błąd. Przedtem, jeśli chłop się zawieruszył, wystarczyło podejść do knajpy, trzasnąć go w pysk i wyciągnąć za łeb z gniazda rozpusty. Co robić obecnie, gdy gagatek wydostał się poza zasięg karzącej ręki? Jak go sprawdzić, jak utrzymać domową dyscyplinę? Niebawem delegacja kobiet tyrawskich odwiedziła znów prezesa i złożyła mu ofertę nie do odrzucenia. - Żądamy wprowadzenia sprzedaży alkoholu w naszym barze! Prezesowi serce śpiewało radośnie, bo o tym przecież marzył skrycie. Udał, że się waha, zastanawia, w końcu jednak "uległ". I znów było jak dawniej.


Linia

Wstecz
Copyright © 2007-2008 by www.tyrawa.info
Gięcie Blach Centrum Tłumaczeń Program Do Aukcji Meble Ogrodowe Pozycjonowanie